Dlaczego nie robię postanowień noworocznych?

Właściwie muszę przyznać, że skłamałam. Robię jedno postanowienie. Jedno jedyne od lat. ROBIĆ DOBRO. I na tym kończy się moja lista postanowień noworocznych. Odważnie wierzę, że bycie dobrym dla siebie i innych jest w życiu czymś absolutnie najważniejszym. Nie lubię narzucać na siebie dodatkowej presji bycia lepszą wersją siebie. Przez takie myślenie trochę zapominamy o tym co zrobiliśmy minionego roku i że bez listy niezbędnych celów do spełnienia też jesteśmy całkiem okej. Oczywiście dobrze jest wrzucić sobie od czasu do czasu jakieś wyzwanie. Choćby naukę nowej umiejętności, albo doszlifowanie aktualnego hobby czy odwiedzenie kolejnego kraju jeśli lubicie podróżować. Natomiast narzucenie sobie zabójczego tempa i osiągnięcie szczytów koniecznie w pierwszym kwartale może zrobić więcej złego niż dobrego. Szczególnie dla głowy. Bo tak właściwie, z kim się ścigacie? Do jakich standardów próbujecie dogonić? Narzuconych przez kogo?

Kilka tygodni temu, w wolny wieczór usiadłam na środku pokoju, zapaliłam świece, nalałam sobie wina i postanowiłam zrobić popularną teraz wszędzie mapę marzeń. Pomyślałam, że mam dużo spraw zawodowych do poukładania więc taka będzie moja intencja, na tym skupię się w 2023 roku więc i tak powinna wyglądać moja mapa. Jakie było moje zdziwienie kiedy dwie godziny później posklejanymi palcami trzymałam kartkę z wycinkami i próbowałam zrozumieć co tak naprawdę mi z niej wyszło. Absolutnie podświadomie z układanki wyszedł mi wielki, krzyczący komunikat „baw się życiem, dziewczyno!”. Czyli nie muszę mieć kontroli nad wszystkim, poukładanego życia prywatnego, zawodowego i uczuciowego. Nie muszę walczyć o awanse i inne punkty z list osób osiągających coś w życiu. Mogę to wszystko puścić i po prostu sprawić, żeby życie było placem zabaw.

W taki oto sposób, w wieku 31 lat, siedząc na podłodze nie mojej kawalerki zrozumiałam po raz kolejny, że ta cała fala zalewająca moje social media z kolejnymi szalenie ważnymi postanowieniami noworocznymi jest totalnie nie dla mnie. To nie ja. Nie muszę dołączać do tego stadka. Mogę to odpuścić i wciąż mieć absolutnie wybitny rok. Dlatego nie wpiszę sobie w kalendarz, że musze schudnąć, zarobić pierwszy milion, robić codziennie 20 tysięcy kroków czy w końcu skutecznie oszczędzać.

Oczywiście kiedyś skrupulatnie tworzyłam takie listy, których przeglądanie pod koniec grudnia ładowało mnie w przeraźliwie ciemny dół, bo chyba nigdy nie zdołałam skreślić wszystkich punktów. Słabo, prawda? Przez co zapominałam jakie inne fantastyczne rzeczy mnie spotykały, co zrobiłam spoza listy za co powinnam być z siebie dumna. Dlatego i Wam polecam nie zawracać sobie tym głowy. Jeśli już musicie coś pospisywać to zamiast postanowień zróbcie listę marzeń. Takich absurdalnie (pozornie) niewiarygodnych. Kartkę schowajcie na dnie szuflady. Może kiedy na nią znów traficie okaże się, że marzenia spełniliście i będziecie chcieli dzięki temu marzyć jeszcze odważniej!

ściskam <3
Alicja

PODOBA CI SIĘ TEN ARTYKUŁ?

Share on facebook
Share on twitter

Sprawdź moje inne wpisy

ZOSTAW KOMENTARZ

Alicja Janik