Ubraniowy zawrót głowy

„Lubię moje pieniądze w miejscu, w którym mogę je widzieć… wiszące na wieszakach w mojej szafie” tak powiedziała Carrie w jednym z odcinków „Seksu w wielkim mieście”, ale czuję jakby wyjęła mi to z ust. Wolę nie podliczać ile wydałam pieniędzy na ubrania. Powiem tylko tyle – sporo. A ile swoich ubrań wydałam potrzebującym lub sprzedałam? Też sporo.

Kiedyś popełniałam podstawowe błędy podczas zakupów. Kupowałam pod wpływem chwili, żeby poprawić sobie humor. Szybko przymierzałam w ciasnej i ciemnej przymierzalni, a po powrocie do domu od razu odrywałam metki. Okazywało się później, że mam pełną szafę ubrań, ale wciąż nie miałam się w co ubrać. Były w niej za ciasne spódniczki, za duże spodnie, do niczego nie pasujące koszulki i szalenie niewygodne buty. Traciłam na tym nie tylko pieniądze, ale też powodowało to mnóstwo nerwów.

W końcu wyciągnęłam wnioski i poszłam po rozum do głowy. Teraz kieruję się kilkoma zasadami. Mój portfel jest bardziej zadowolony, a ja mam w szafie ubrania, które szalenie mi się podobają. Nie przyszło to jednak z dnia na dzień. To był proces. Jak wszystko w życiu.

Staram się oczywiście kupować ubrania lepszej jakości z dobrym składem, tak by służymy mi dłużej. Jednocześnie biorę pod uwagę fakt, że mój gust (jak cała ja) się zmienia i staram się jakoś super do tych ubrań nie przywiązywać, tylko regularnie robić wyprzedaże. Po to, by było miejsce i kasa na nowe rzeczy, które mnie urzekną. Bo właśnie, urzekanie, jest tu słowem kluczem. Jeśli nie ma efektu wow, to po prostu nie kupuje. Kiedy przymierzam daną rzecz, moje odbicie w lustrze musi mnie zachwycić. Musi być mi wygodne i muszę stworzyć przynajmniej kilka stylizacji tej rzeczy z moimi pozostałymi ubraniami.

Nie pamiętam już kiedy kupiłam coś w sklepie stacjonarnym, chociaż bardzo lubię „podotykać” ubranie zanim je kupię. Odkąd skupiam się na zakupach online obrałam pewien system. Jeśli dana rzecz na pierwszy rzut oka mi się podoba (ma dobrą cenę i skład) to zapisuję ją sobie w zakładce. Czeka tam sobie grzecznie kilka dni, zaglądam tam raz na jakiś czas. Często, naprawdę często okazuje się, że po dwóch dniach ta rzecz już mi się nie podoba. Czasem decyduję się na zakup. Korzystam wtedy, jeśli jest taka możliwość, z płatności paypo. Czyli tak zwanych płatności odroczonych. Macie tam trzydzieści dni na zapłatę. Możecie także rozłożyć ją sobie na raty. W tym czasie zakupy zdążą do Was dotrzeć. Wy zdążycie je poprzymierzać i przemyśleć zakup. Nawet zdążycie daną rzecz odesłać, a w tym czasie nie będziecie mieć zablokowanych pieniędzy.

Osobiście wolę przymierzać nowe rzeczy w domu bo mogę się pooglądać w normalnym świetle i nawet spróbować stworzyć potencjalne stylizacje. W tym przypadku też czasem potrzebuję kilka dni do namysłu. Coraz częściej jednak zdarzają się sytuacje, kiedy trafiam na efekt wow i ochoczo zapraszam nowe ubranie do mojej szafy.

Coraz częściej wyzbywam się wyrzutów sumienia z powodu kolejnej wyprzedaży mojej garderoby, bo przecież mój gust się zmienia i nie ma w tym nic złego. Gdzie pozbywam się tego, co już mi się nie przyda? Sprzedaję w Bazarze Miejskim lub na vinted, oddaje do ubraniadooddania.pl, pomaganieprzezubranie.pl lub zawożę do jakieś fundacji np. Domu Samotnej Matki. Wcześniej upewniam się, że w moim otoczeniu nie ma osób, którym te rzeczy by się przydały. Takimi giftami z garderoby często obdarowywuję moją mamę lub babcię.

A Wy? Robicie regularne wyprzedaże szafy?

PODOBA CI SIĘ TEN ARTYKUŁ?

Share on facebook
Share on twitter

Sprawdź moje inne wpisy

ZOSTAW KOMENTARZ

Alicja Janik