A gdyby to „Zdarzyło się” Tobie? Recenzja filmu Audrey Diwan

Film w  reżyserii Audrey Diwan oparty na autobiografii Annie Ernaux przenosi nas do Francji w latach 60. XX wieku. Poznajemy Annę graną przez Anamarię Vartolomei, która jest bardzo zdolną studentką literatury. Jej rodzice reprezentujący klasę średnią pochodzą ze wsi więc bohaterka doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wysokie stopnie są jej niezbędne aby zaznać innego, lepszego życia niż praca całymi dniami w barze rodziców. Jest ambitna, ma wielkie marzenia i jeszcze większy apetyt do spróbowania wszystkiego co oferuje jej dorosłe życie.

Cały misternie zbudowany plan na lepsze życie zostaje zrujnowany podczas wizyty w gabinecie lekarskim kiedy to Anne dowiaduje się, że jest w ciąży. Wtedy nawet seks był tematem tabu, ciąża robiła z kobiety kury domowe, a za aborcję trafiało się do więzienia. Anne jednak całą swoją motywację w zdobycie wiedzy przekierowuje na pozbycie się niechcianej ciąży. Wie, że nie może z nikim podzielić tym co przeżywa. Zatem o piekle, przez które przechodzi nie wiedzą nawet jej przyjaciółki, rodzice, czy chłopak, który przyczynił się do jej stanu.

We Francji w latach 60. XX ludzie bali się wypowiadać słowo aborcja, kobietom korzystającym ze swojej seksualności łatwo przyklejało się łatki ladacznic, a ciąża dyskwalifikowała ambitne studentki ze zdobycia dyplomu. Anne jednak za wszelką cenę nie chciała, aby jeden akt, niedopatrzenie przekreśliło całą jej przyszłość. Mimo, że w tej przyszłości pragnęła zostać mamą wiedziała, że ten moment jest co najmniej nieodpowiedni. Z przerażeniem, ale i szaloną determinacją poszukiwała kolejnych sposób na pozbycie się ciąży. Bez mrugnięcia okiem próbowała sposobów, które miały pozwolić jej osiągnąć cel. Była w tym absolutnie sama. Nikt nie chciał z nią o tym nawet rozmawiać, a co dopiero wesprzeć.

Mamy XXI wiek, a opisywana przeze mnie fabuła filmu wciąż w wielu miejscach na świecie jest aktualna. Nielegalna aborcja, brak możliwości decydowania o własnym ciele, lekarze szeptem odmawiający pomocy w swoich ginekologicznych gabinetach. I wstrzymany oddech kiedy trafiając do szpitala sprawdzamy czy na karcie przyjęć pojawiło się słowo poronienie czy aborcja?

Historia ukazana w „Zdarzyło się” nie przytrafiła się tylko Annie Ernaux, która miała na tyle silny głos, by podzielić się tym ze światem. To przytrafia się wielu kobietom. Ile z nas drżącą ręką kupowało test ciążowy? Ile z nas wypowiadało „nie wiem co bym zrobiła gdyby okazało się, że…” Filmowa Anne wiedziała, że przez aborcje może zostać wydalona z uczelni, pójść do więzienia, a nawet umrzeć, a mimo to robiła wszystko by dokonać jej z sukcesem. Czy jest coś złego w tym, że nie chciała, aby o jej życiu decydował przypadek?

Nie jest to łatwy seans. Wręcz mam wrażenie, że widzowie nie raz skrzywią się patrząc na ekran. To historia bolesna, dosadna, bez kolorowania. Reżyserka Audrey Diwan stworzyła bardzo intymny obraz, w którym Anamaria Vartolomei grająca główną rolę miała bardzo trudne zadanie udźwignąć tę opowieść na właściwie tylko własnych barkach. Może wydawać się, że twarz aktorki jest niezmienna przez cały film, bez wyrazu, ale to właśnie ta pustka w jej oczach jest najbardziej wymowna i uderzająca.

„Zdarzyło się” zdobyło na festiwalu filmowym w Wenecji Złotego Lwa, co cieszy bo oznacza, że jest szansa na to, że ten film zostanie dostrzeżony, zauważony przez szersze grono. Może zainteresuje, zaintryguje, wzburzy. Może rozpocznie dyskusje. Ponowną dyskusję o ciałach kobiet i ich prawie do decydowaniu o nich. Po to, aby w świecie kiedy technologia tak błyskawicznie się rozwija kolejna kobieta nie musiała opowiadać historii dramatycznie podobnej do historii tytułowej Anne. 

PODOBA CI SIĘ TEN ARTYKUŁ?

Share on facebook
Share on twitter

Sprawdź moje inne wpisy

ZOSTAW KOMENTARZ

Alicja Janik