Przepraszam, czy mogę przestać się już bać?

Wracałam z koleżanką wieczorem do mieszkania. Szłyśmy przez często uczęszczane przejście w centrum miasta. Widziałyśmy chłopaka, który stał, patrzył na nas i się masturbował. Przerażone zaczęłyśmy biec, odwracając się co chwilę i sprawdzając czy nas nie goni.

Było przed północą. Wracałam z pracy. Z przystanku tramwajowego do mieszkania miałam jakieś sześć minut normalnym tempem. Wysiadłam z tramwaju, a razem ze mną chłopak, który wcześniej mi się przyglądał. Przeraziłam się. Szłam coraz szybciej. On też. Serce zaczęło walić mi jak szalone. Łapczywie łapałam oddech. Zadzwoniłam do współlokatorki, by wyszła w moją stronę bo nie wiem czy zdążę dobiec. Zaczęłam biec, wpadłam do mieszkania, podeszłam do okna. Stał tam jeszcze kilkanaście minut. Przez kolejne kilka dni bałam się wyjść z domu.

Poszłam na korepetycje. Do najlepszego nauczyciela jakiego znałam. Stanął za mną, pochylił się i głaskał po ramieniu. Sparaliżowało mnie. To były moje pierwsze i ostatnie zajęcia. Wyszłam tuż po tym jak odzyskałam czucie w nogach.

Sąsiad poprosił mnie o pomoc w podłączeniu sprzętu audio. Znaliśmy się od lat więc zgodziłam się. Wyjątkowo był w domu sam. Oprócz innych domowników nie było też sprzętu audio. Był za to on ze swoimi lepkimi rękami i złymi zamiarami. Nie pamiętam czy kiedykolwiek wcześniej tak bardzo się bałam. Uciekłam z poczuciem winy. Bo dlaczego akurat mnie to spotkało? Bałam się o tym komukolwiek powiedzieć.

Dlaczego podświadomie wybieram ginekolożkę, a nie ginekologa?
Dlaczego wolę iść na masaż do masażystki, a nie masażysty?
Dlaczego czuję ścisk w żołądku idąc obok placu budowy?
Dlaczego rezygnuję z samotnego wyjścia do kina wiedząc, że seans skończy się późno?
Dlaczego czuję stres wracając w nocy do domu taksówką, którą prowadzi mężczyzna?
Dlaczego obracam się nerwowo, kiedy jakiś mężczyzna idzie za mną nawet w biały dzień?

Te pytania zadaję ja, ale równie dobrze mogłaby je zadać każda z Was. Od kilku dni głośno jest o kulturze gwałtu. Szkoda, że znów w kontekście tragicznych wydarzeń, a nie przy okazji promocji rozwiązania tego problemu. Sarah Everard szła ulicami Londynu o godzinie 21:00. Nie był to środek nocy, a ona nie była na obrzeżach miasta. Mimo to, została zaatakowana i zamordowana.

Mam wrażenie, że strach przed tym towarzyszy nam, kobietom, dosłownie CODZIENNIE. Bo codziennie niemalże podświadomie omijamy ciemne parki, ściskamy nerwowo telefon w dłoni przytrzymując palec na numerze alarmowym lub klucze chociaż pewnie większość z nas nie umiałaby ich użyć do obrony. Zakładając sukienkę zastanawiamy się czy nie zostaniemy posądzone o ubranie się zbyt wyzywająco. Wsuwając stopę w szpilki próbujemy ocenić czy w razie czego uda nam się w nich szybko biec.

Ten ciągły strach jest tak mocno zakorzeniony w naszym społeczeństwie, że nawet nie zastanawiamy się nad tym przyjmując to jako normalność. A słysząc o kolejnej historii, podobnej do historii Sarah przetrzepujemy Internet w poszukiwaniu artykułów o tym jak zadbać o swoje bezpieczeństwo. Masowo kupujemy gaz pieprzowy i zapisujemy się na szkolenie z samoobrony. Jak długo jeszcze?

Czy naprawdę chcemy (i tu pytanie nie tylko do kobiet, ale i do mężczyzn) uczyć nasze córki jak mają się zachowywać, by nie stały się ofiarami przestępstw? A może warto doedukować synów, że nie mają prawa dotykać dziewczynek jeśli one tego nie chcą i jeśli mówią „nie” to nie jest przekomarzanie się, ale wyraźny komunikat. Bo czynów zabronionych dopuszczają się nie tylko psychopaci, ale też „zwykli” faceci. Traktując to czasem jak zabawę, a czasem jak coś, co im się należy.

Każdy sprośny komentarz, gwizdanie, „przypadkowe” złapanie za tyłek, przytulenie, dwuznaczna wiadomość… to wszystko wywołuje w nas nie tylko niesmak, ale i strach. Strach o to czy dana osoba nie zechce zrobić czegoś więcej. Powoduje, że stajemy się bardziej wyczulone, nieufne i rozczarowane.

I absolutnie rozwiązaniem nie jest radzenie nam, że po zmroku powinniśmy zostać w domu. Bo po pierwsze, kobiety gwałcone są nawet w biały dzień, w centrum zatłoczonego miasta. Po drugie, to nie my jesteśmy temu winne, tylko sprawca. Po trzecie ofiara nie jest w stanie sprowokować napastnika do tego czynu.

I nie, nie jesteśmy przewrażliwione. Nie wyolbrzymiamy. I nie wrzucamy wszystkich facetów do jednego wora, bo nie każdy mężczyzna gwałci. Każdy jednak może reagować. I tak jak część mężczyzn wsparła nas w walce o nasze podstawowe prawa, tak teraz znów pora wypowiedzieć się po odpowiedniej stronie.

Najśmiejsze jest to, że na nasz strach najczęściej pojawiała się odpowiedź „skoro boicie się gwałtu to może nie wychodźcie wieczorem z domu”? Co na to kobiety? Zaproponowały odwrócenie roli. Może lepiej jeśli to mężczyźni nie wychodziliby wieczorem z domów, a kobiety w końcu bez strachu mogłyby robić to, na co wcześnie nie miały odwagi jak na przykład wieczorne bieganie po parku.

Biorąc pod uwagę to, co wyżej napisałam polecam Wam wybrać się do kina na „Obiecującą. Młodą. Kobietę.” Bo doskonale opisuje ten schemat. Reżyserka przykryła ten problem trochę lukrem, przypudrowała i dodała brokatu przez co niektórzy mogą nie zrozumieć jego powagi. Byłam w kinie i widziałam jak ludzie wybuchali śmiechem widząc niektóre sceny kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, jak wielu osobom na tej samej sali szklą się oczy.

Kultura gwałtu to temat tak szeroki, trudny i wymagający, że mamy w tej kwestii naprawdę sporo do zrobienia. Zarówno ze strony kobiet jak i mężczyzn. W końcu ostatecznie chodzi o to, aby wszystkim na tym świecie żyło się lepiej.

Ściskam,
Alicja

PODOBA CI SIĘ TEN ARTYKUŁ?

Share on facebook
Share on twitter

Sprawdź moje inne wpisy

ZOSTAW KOMENTARZ

Alicja Janik