Byłam w Krainie Czarów… część kolejna

Właśnie mija miesiąc od ostatnich warsztatów rozwoju osobistego dla kobiet, na których byłam. Zorganizowane nieco spontanicznie, jako spełnienie marzeń jednej z uczestniczek. Było to coś, co będę wspominać już zawsze. Wszystkie te emocje, radości, wzruszenia i całą masę ciepła, którą przez te kilka pięknych dni przekazywałyśmy sobie nawzajem między dziewczynami.

To były dla mnie absolutnie wyjątkowe chwile, aż nierealne. Bo wyobraźcie sobie trzy słoneczne dni na przepięknych Mazurach. W otoczeniu jeziora, roślin i ciszy. Z kilkoma dziewczynami, które tak jak już odbyły niejedne warsztaty rozwoju wewnętrznego. To naprawdę dało się odczuć, tę zmianę, która w nas wszystkich nastąpiła od czasu pierwszych warsztatów, które miały miejsce dokładnie rok wcześniej. Te głębokie rozmowy na poziomie wysokiej samoświadomości.

Zabawne jest to, że niemalże każda z nas mieszka w zupełnie innym zakątku Polski. Nie mamy stałego, codziennego kontaktu, a i tak czuję, że łączy nas jakaś niesamowita więź, którą osiągnęłyśmy dzięki totalnej szczerości i otwartości. Możemy spotkać się po roku, po wielu miesiącach ciszy między nami i rozmawiać ze sobą na prywatne, intymne, nierzadko skrywane tematy. Nie mamy problemu z tym, aby otworzyć się przed drugą dziewczyną i wylać wszystko to, co siedzi w nas gdzieś głęboko. Wiecie dlaczego? Bo odkrywamy się tak przed sobą na równi. Bo wiemy, że nie zostaniemy ocenione, nikt na nas krzywo nie popatrzy, nie obgada czy nie rzuci nieproszoną radą. Bo umiemy słuchać i skupić się na sobie nawzajem i przede wszystkim dać sobie stuprocentowe, czyste wsparcie.

Wiecie co jeszcze czułam podczas tego wyjazdu? Swobodę. To mnie zaskoczyło, ale zniknęły wszystkie moje kompleksy, jakieś ukrywanie niedoskonałości czy wystającego brzucha. To nie miało tam absolutnie żadnego znaczenia. I ani razu nie spotkałam się z jakimś krzywym spojrzeniem czy niemiłym komentarzem. Ponieważ to były rzeczy tak przyziemne, że nie zaprzątały nam one myśli. Była tylko pełna akceptacja nasz wszystkich. W całości. Z wadami i zaletami.

Przez całe trzy dni przeplatałyśmy odpoczynek i rozrywkę z bardzo mocnymi, robiącymi rewolucję w głowie, blokami warsztatowymi, które prowadziła Basia Pasek. Dziękuję Wszechświatowi, że postawił tę Dziewczynę na mojej drodze. Tutaj przeczytacie o tym czego Basia dokonała w moim przypadku. To były nasze trzecie warsztaty, dlatego na tym etapie wgłębianie się i zrywanie kolejnych skorup jest czymś bardzo silnym. Nie jestem w stanie Wam tego opisać, mogę próbować, ale żadne słowa nie będą w stanie przekazać Wam tego, co się wtedy czuje kiedy pękają kolejne ściany, od lat budowane w naszej głowie. Kiedy dokonujecie kolejnych odkryć o samych sobie. Aby choć trochę zrozumieć to, o czym piszę zajrzyjcie do relacji, którą dla Was stworzyłam. Nie mogę już doczekać się kolejnych naszych spotkań i fruwania dwa metry ponad ziemią. Nieustannie zbieram odkrycia, która niesie fala ruszona rok temu, na pierwszych warsztatach. Każde kolejne tę falę podtrzymują, a ja utwierdzam się tylko w przekonaniu, że to było najlepsze co mogłam dla siebie zrobić. Jestem wdzięczna. Bardzo wdzięczna za to, że Basia, ale też uczestniczki warsztatów otworzyły mi oczy.

Rok temu napisałam „Połączył nas głód lepszego jutra. Potrzeba wykreowania swojego wyjątkowego życia. Wszystkie szukałyśmy sposobu. Basia zadbała o nas jak o najlepsze przyjaciółki.”. I aż mam ciarki czytając to. To jest magia. Magia, która trwa.

PODOBA CI SIĘ TEN ARTYKUŁ?

Share on facebook
Share on twitter

Sprawdź moje inne wpisy

ZOSTAW KOMENTARZ

Alicja Janik